Kościół rzymskokatolicki na Białorusi wobec wyborów prezydenckich w 2020 r. i powyborczych manifestacji

Abstrakt

Fałszerstwa w czasie wyborów prezydenckich na Białorusi wywołały masowe akcje protestacyjne, w których uczestniczą setki tysięcy osób. Skala zjawiska, ale także brutalne pacyfikacje sił porządkowych sprawiły, że w tej sprawie głos zabrały największe wspólnoty wyznaniowe. Najaktywniejszą postawę przyjął Kościół rzymskokatolicki. W zdecydowanej większości wypowiedzi hierarchów były wyważone i mieściły się w granicach nakreślonego przez konstytucję Białorusi rozdziału Kościoła i państwa. Mimo tego komentarze te spotkały się z ostrą krytyką urzędującego prezydenta i nieadekwatnymi działaniami organów bezpieczeństwa państwa.

Kościół rzymskokatolicki wobec wyborów i sytuacji powyborczej. Kościół rzymskokatolicki na Białorusi po rozpadzie ZSRR szybko odbudował swoje struktury, m.in. dzięki wsparciu materialnemu i osobowemu przede wszystkim z Polski. W konsekwencji białoruscy katolicy byli często zakładnikami niełatwych stosunków polsko-białoruskich. Podobnie jak mniejszość polska w tym państwie. Władze Białorusi niejednokrotnie oskarżały Kościół, że działa w interesie państw sąsiednich. Mimo tych oczywistych trudności wspólnota rzymskokatolicka należała do jednych z najbardziej aktywnych w czasie kampanii wyborczej oraz manifestacji powyborczych. Metropolita mińsko-mohylewski abp Tadeusz Kondrusiewicz niejednokrotnie wypowiadał się na temat kampanii wyborczej i przebiegu wyborów. W kazaniu wygłoszonym 2 lipca w sanktuarium w Budsławiu podkreślał, że wybory należy przeprowadzić w duchu wzajemnego szacunku między różnymi grupami społecznymi i politycznymi. Podnosił także, że powinny być one uczciwe, wolne i sprawiedliwe. W odpowiedzi na wystąpienie metropolity grupa białoruskich katolików zainicjowała kampanię przeciwko uczestniczeniu w fałszowaniu wyborów. Jej celem było uświadomienie białoruskim katolikom, że udział w fałszerstwach wyborczych oraz ich ukrywanie to ciężki grzech.

Po sfałszowanych wyborach 11 sierpnia abp Kondrusiewicz protestował przeciwko użyciu siły wobec manifestantów i rozlewowi krwi. Jak podkreślił: „Po raz pierwszy w historii Białorusi brat podniósł rękę na brata”. Wezwał też do dialogu i zwołania „okrągłego stołu” władz i opozycji. 15 sierpnia apelował do władz o zaprzestanie stosowania przemocy wobec protestujących oraz uwolnienie aresztowanych, którzy w jego opinii „chcą tylko poznać prawdę o wyborach prezydenckich”. Dodał też, że przelana krew, pobicia i brutalne obchodzenie się z demonstrantami to „ciężki grzech na sumieniu tych, którzy wydają przestępcze rozkazy i szerzą przemoc”. W jego opinii tego typu działania przyczynią się do pogłębienia podziałów, które można obserwować w obrębie społeczeństwa białoruskiego. Z kolei 18 sierpnia w czasie nabożeństwa w „czerwonym kościele” (pw. św. św. Szymona i Heleny) w Mińsku metropolita wezwał do pokuty tych, „którzy świadomie czynili zło przeciwko narodowi, jego przyszłości i każdemu przedstawicielowi”, ale także do wybaczenia winnym i „ogólnonarodowego pojednania”. Przed wspomnianą mszą w intencji Białorusi metropolita prosił władze o umożliwienie mu spotkania z uwięzionymi. Kiedy nie otrzymał na to zgody, w drodze na eucharystię modlił się za uwięzionych w pobliżu mińskiego aresztu śledczego przy ulicy Wołodarskiego 1. Wcześniej, 19 sierpnia, modlił się przed mińskim aresztem przy ulicy Okriestina, gdzie szczególnie brutalnie torturowani są zatrzymywani manifestanci. Metropolita spotkał się także z ministrem spraw wewnętrznych Białorusi Jurijem Karajewem, któremu przekazał swoje zaniepokojenie brutalnością sił porządkowych.

W czasie protestów duchowni katoliccy w różnych miastach Białorusi (m.in. w Grodnie i Mińsku) próbowali apelować do struktur porządkowych o powstrzymanie się od użycia siły. Świątynie były otwarte dla osób protestujących, które uciekały przed milicją i OMON. 26 sierpnia w czasie jednej z pacyfikacji służby porządkowe zablokowały drzwi do „czerwonego kościoła”, co wywołało ostrą reakcję kurii. Kościół inicjował także szereg ekumenicznych modlitw za Białoruś.

Reakcja władz. 22 sierpnia na mityngu w Grodnie Alaksandr Łukaszenka w napastliwym wystąpieniu oskarżył wspólnoty wyznaniowe o mieszanie się w politykę: „Dziwi mnie stanowisko naszych wyznań. Drodzy moi duchowni, uspokójcie się i zajmijcie się swoimi sprawami. Cerkwie i kościoły to nie miejsca dla polityki. Nie idźcie za przykładem odszczepieńców, będzie wam głupio i wstyd za stanowiska, które obecnie zajęliście. I państwo obojętnie patrzeć na to nie będzie”.

Na słowa Łukaszenki zareagował metropolita T. Kondrusiewicz jeszcze tego samego dnia, w czasie nabożeństwa w sanktuarium w Brasławiu. Przypominał, że zgodnie ze społeczną nauką Kościoła władza powinna służyć ludziom i troszczyć się o dobro wszystkich obywateli. Odnosząc się bezpośrednio do słów Łukaszenki, stwierdził, że we współczesnym społeczeństwie demokratycznym osób o innych poglądach nie można uważać za „odszczepieńców” czy „wrogów”, gdyż takie stanowisko może prowadzić do konfrontacji. Akcentował również, że żadna siła polityczna nie powinna służyć wąskim interesom czy korzyściom, ale całemu narodowi. Kilka dni później, 30 sierpnia, w wywiadzie dla TV Trwam zauważył, że istnieją podstawy, by uważać wybory na Białorusi za nieuczciwe. Dodał też, że „białoruski naród dorósł do tego, aby dochodzić swoich praw, to jest zupełnie inne pokolenie niż 26 lat temu”.

31 sierpnia białoruska Straż Graniczna bez podania przyczyny odmówiła wpuszczenia abp. T. Kondrusiewicza wracającego z Polski na Białoruś. Sprawa budzi kontrowersje, ponieważ arcybiskup jest obywatelem Białorusi. 1 września głos w tej kwestii zabrał Łukaszenka. Stwierdził, że metropolita został umieszczony na czarnej liście osób, które mają zakaz wjazdu na Białoruś i do Rosji. Sugerował też, że duchowny udał się do Polski „na konsultacje” i tam otrzymał określone „zadania”. Dodał przy tym, że władze obecnie sprawdzają, czy nie ma przypadkiem drugiego obywatelstwa, oraz podkreślał, że każdy obywatel powinien postępować zgodnie z prawem, bez względu na to, kim jest. Sugerował również, że metropolita zajmuje się polityką i angażuje w nią wiernych, przez co ciąży na nim podwójna odpowiedzialność.

W odpowiedzi abp T. Kondrusiewicz zdementował pogłoski, jakoby miał dwa obywatelstwa. A w wezwaniu skierowanym do wiernych Kościoła rzymskokatolickiego na Białorusi z 1 września 2020 r. akcentował sprzeczny z białoruskim prawem charakter decyzji o zakazie wjazdu na Białoruś. Podkreślił jednocześnie, że wzywał i nie przestanie wzywać do dialogu i pojednania. 2 września oświadczenie w tej sprawie wydała Konferencja Biskupów Katolickich na Białorusi, jednoznacznie krytykując władze za uniemożliwienie przyjazdu metropolity do ojczyzny. W obronie arcybiskupa stanął także sekretarz stanu USA Michael Pompeo, apelując do władz Białorusi o wyrażenie zgody na powrót metropolity.

Represje wymierzone w Kościół rzymskokatolicki na Białorusi. Postawa władz Białorusi wobec metropolity T. Kondrusiewicza jest elementem antykościelnej nagonki, którą można obserwować od kilku miesięcy. Znamiennym symbolem zmiany polityki wyznaniowej władz były problemy „czerwonego kościoła”, które pojawiły się w lipcu 2020 r. Władze Mińska domagały się od parafii zapłacenia horrendalnego podatku gruntowego i amortyzacyjnego, przekraczającego w przeliczeniu 30 tys. zł miesięcznie. Parafia musiała uregulować dług za kilka miesięcy wstecz. 23 sierpnia na jeden dzień odłączono świątynię od energii elektrycznej. 31 sierpnia nieznani sprawcy wyłamali zamki w pomieszczeniach biurowych kościoła i wstawili nowe, przekazując administracji parafii jeden komplet kluczy. Na początku września reporter rosyjskiej telewizji RT informował o przeszukaniu przeprowadzonym w świątyni, gdzie rzekomo znaleziono puste butelki po alkoholu i zużyte strzykawki – sugerując, że są to owoce „niszczycielskiej” działalności metropolity T. Kondrusiewicza.

Widoczne były także inne przejawy dyskryminacji. 31 sierpnia komisarz ds. religii i narodowości Leanid Hulaka nie zaprosił przedstawicieli Kościoła rzymskokatolickiego na posiedzenie Międzywyznaniowej Rady Doradczej. W ten sposób władze jednoznacznie zlekceważyły drugą pod względem wielkości wspólnotę wyznaniową państwa.

Warto podkreślić, że w czasie protestów powyborczych na Białorusi do aresztów trafiło co najmniej dwóch kapłanów rzymskokatolickich. Zdarzają się także przykłady karania księży za rzekome malwersacje finansowe w prowadzonych przez nich parafiach. Wiele wskazuje na to, że jest to dopiero początek antykościelnej polityki władz Białorusi i podobne incydenty będą się powtarzały w najbliższym czasie.

Wnioski. Uniemożliwienie abp. T. Kondrusiewiczowi powrotu do ojczyzny jest kolejnym wrogim działaniem wobec Kościoła rzymskokatolickiego na Białorusi. Uderzając w katolików, a zapewne w niedalekiej przyszłości także w mniejszość polską, władze chcą zmusić Polskę do większej powściągliwości w sprawach białoruskich.

Kościół rzymskokatolicki nie zamierza jednak milczeć w obliczu masowych represji wymierzonych w społeczeństwo białoruskie. Jak zauważył sam metropolita w wywiadzie dla KAI z 27 sierpnia 2020 r., Kościół katolicki, podobnie jak i inne Kościoły i wspólnoty religijne, nie jest zaangażowany w politykę. Jednak katolicy mają prawo kierować się społeczną nauką Kościoła. Zgodnie z zasadami, które stosuje także Kościół prawosławny, mogą z moralnego punktu widzenia oceniać to, co się w państwie dzieje.

Krytyka płynąca ze strony duchowieństwa rzymskokatolickiego budzi irytację reżimu Łukaszenki, który chce uderzyć w katolików, stosując metody znane z okresu sowieckiego i pierwszej dekady po dekompozycji ZSRR. Oczernianie kapłanów, nakładanie na parafie drastycznie wysokich podatków, kontrole skarbowe, problemy z remontami świątyń i z legalizacją pobytu księży mogą stać się codziennością białoruskiego Kościoła rzymskokatolickiego.