Ukraińsko-turecka rozgrywka z Rosją i Tatarami w tle

Komentarze IEŚ 128 (31/2020) Publication date: 2020-02-29 ies-komentarze-128-31-2020.pdf Ukraina, Turcja, Tatarzy krymscy, Erdoğan, Rosja
Abstrakt

Prezydent Turcji odwiedził Ukrainę, gdzie został ciepło przyjęty. Podczas wizyty po raz kolejny podkreślił, że Turcja wspiera integralność terytorialną Ukrainy i krytycznie odnosi się do polityki Rosji. Jednak w rzeczywistości eksponowanie rozdźwięków turecko-rosyjskich miało służyć realizacji interesów Turcji w kontekście konfliktu syryjskiego. Turcja nie zerwie współpracy z Rosją, natomiast Ukrainę traktuje instrumentalnie, jako jeden z elementów w swojej strategii rozszerzania wpływów.

Drugie spotkanie prezydentów Ukrainy i Turcji. 3 lutego 2019 r. prezydenci Recep Tayyip Erdoğan i Wołodymyr Zełenski spotkali się na posiedzeniu Rady Strategicznej Wysokiego Szczebla Turcja–Ukraina. Było to już drugie ich spotkanie – latem 2019 r. prezydent Ukrainy odwiedził Turcję. Podobnie jak poprzednio, także i tym razem prezydent Erdoğan zapewnił, że Turcja wspiera suwerenność i integralność terytorialną Ukrainy, nazwał też Turcję i Ukrainę strategicznymi partnerami. W rozmowach pojawiły się zatem takie kwestie, jak projekty infrastrukturalne, zwiększenie obrotów handlowych, możliwości tranzytu gazu oraz ogólna intensyfikacja stosunków gospodarczych. Obaj przywódcy poruszyli również temat ekspansywnej polityki Rosji i ukraińsko-tureckiej współpracy wojskowej (Ukraina kupuje sprzęt od Turcji, realizowane są wspólne projekty w zakresie produktów podwójnego zastosowania, np. dronów, Turcja planuje także zakup na Ukrainie samolotów transportowych). Co istotne, prezydent Turcji wyraźnie podkreślił, że obserwuje sytuację Tatarów krymskich oraz że Turcja pomoże tym Tatarom, którzy znaleźli się na terytorium Ukrainy po aneksji Krymu. Z kolei prezydent Zełenski zaznaczył, że Ukraina liczy na turecką pomoc w uwolnieniu więźniów przetrzymywanych przez Rosję, w tym Tatarów. W 2017 r. dzięki tureckiemu pośrednictwu udało się doprowadzić do uwolnienia przez Rosję dwóch liderów społeczności krymskotatarskiej. Wizyta Erdoğana spotkała się na Ukrainie z pozytywnymi reakcjami i komentarzami, zwłaszcza że podczas ceremonii powitania prezydent Turcji użył oficjalnie przyjętej formuły „Sława Ukrainie”. Ukraińskie media zwracają na to szczególną uwagę od czasu wizyty w 2018 r. kanclerz Angeli Merkel, podczas której użyła ona innego sformułowania – „Czołem, żołnierze” – co wywołało falę komentarzy i kontrowersji.

Gra interesów. Deklaracje poparcia ze strony Turcji nie są dla Ukrainy niczym nowym. Po obaleniu prezydenta Wiktora Janukowycza Kijów odwiedził ówczesny minister spraw zagranicznych i architekt polityki zagranicznej Turcji w ekipie Erdoğana – Ahmet Davutoğlu, który w czasie wizyty podkreślał znaczenie integralności terytorialnej Ukrainy. W 2018 r. Turcja poparła z kolei ideę autokefalii Cerkwi ukraińskiej.

Wizyta tureckiego prezydenta na Ukrainie w lutym 2019 r. zbiegła się w czasie z jego słowami o tym, że Turcja nie pozwoli wojskom Baszira al-Asada na rozwijanie ofensywy w północno-zachodniej Syrii (w prowincji Idlib). Erdoğan kilkukrotnie – już pod koniec stycznia, ale także w czasie wizyty w Kijowie – zaznaczył, że uważa tę ofensywę za złamanie rosyjsko-tureckiego porozumienia o zawieszeniu broni. Wszystkie te manifestacje nie zagrożą jednak współpracy między Turcją i Rosją, mają bowiem charakter taktyczny i obliczone są na to, by możliwie jak najwięcej zyskać w Syrii (np. w kwestii Kurdów). Ta sama motywacja, tj. doraźne interesy, każe Rosji odpowiedzialność za ochłodzenie stosunków przerzucać na Turcję. Niemniej obie strony starają się nie dopuścić do eskalacji napięcia. Mimo wzajemnych oskarżeń zasygnalizował to wyraźnie np. Dmitrij Pieskow, rzecznik prezydenta Putina, przypominając, że prezydent Turcji cały czas ma aktualne zaproszenie do odwiedzenia Krymu.

Odniesienie do Krymu stanowi istotny sygnał, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że w kontekście relacji z Ukrainą Turcji zależy na co najmniej dwóch sprawach. Po pierwsze, na Fethullahu Gülenie i ludziach sympatyzujących z jego ruchem. Po raz kolejny kwestia ta pojawiła się w relacjach turecko-ukraińskich – już wcześniej notowano przypadki przekazywania Turcji, przez ukraińskie służby, osób podejrzanych o sprzyjanie Gülenowi. Z publicznych deklaracji Zełenskiego po spotkaniu z Erdoğanem wynika, że władze Ukrainy będą wspierać Turcję w ściganiu politycznych przeciwników – miały już zresztą miejsce przypadki deportowania z Ukrainy dysydentów azerskich, kazachskich czy tadżyckich. Część mediów i organizacje praw człowieka ostrzegają, że tego rodzaju działania stanowią łamanie prawa międzynarodowego. Po drugie, Turcji zależy na Tatarach krymskich – etnicznych i religijnych pobratymcach. W Turcji żyje, według różnych szacunków, od kilkuset tysięcy do kilku milionów potomków krymskich Tatarów, którzy uciekli z Krymu przed caratem, a potem stalinowskimi represjami. W wymiarze strategicznym wspieranie społeczności tatarskiej jest elementem rozszerzania i umacniania tureckich wpływów, co wpisuje się w ogólną politykę Erdoğana.

Polityka Ukrainy wobec krymskich Tatarów ułatwiała Turcji działania. Władze w Kijowie, zmagając się z wieloma wyzwaniami wewnętrznymi i zewnętrznymi, zaniedbały społeczność tatarską i jej problemy. Tatarzy musieli w osamotnieniu walczyć, zwłaszcza z często niechętnymi im władzami lokalnymi i napływową ludnością rosyjskojęzyczną, o zwrot własności (ziemi), o szkoły, autonomię kulturalną, reprezentację w lokalnych strukturach itp. Krymskotatarskie organizacje oświatowe, kulturalne, społeczne i polityczne szukały zatem opieki i mecenatu w pokrewnej kulturowo Turcji.

Intencje Turcji. Już w latach 80. i 90. XX w. Turcja podejmowała próby zacieśniania więzi i współpracy w regionie czarnomorskim – z sobą jako osią tej współpracy i integracji. Odnosiło się to np. do tureckojęzycznych państw Azji Centralnej. Regionalnym hegemonem stała się jednak Rosja, podobnie jak wcześniej Związek Radziecki.  Turcja nie była w stanie się temu przeciwstawić (i w istocie nie chciała), dopiero objęcie w 2002 r. władzy przez Partię Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), pod wodzą Erdoğana, doprowadziło do przeorientowania polityki. Od tego czasu turecką politykę charakteryzują: skoncentrowanie się na własnych celach i interesach oraz powrót do ambicji neomocarstwowych. Jednym z filarów tej „nowej” tożsamości tureckiej ma być wierność swojemu „cywilizacyjnemu ja”, opartemu na dziedzictwie osmańskim i islamskim. Konsekwencją tego jest, między innymi, zintensyfikowanie przez Turcję działań z zakresu soft power – odwołujących się do płaszczyzn kulturowej, językowej czy religijnej (oczywiście o tyle, o ile nie koliduje to z twardymi interesami, np. handlowymi czy energetycznymi).

W kontekście Krymu warto także zwrócić uwagę na historyczne konotacje. Morze Czarne, traktowane przez imperium osmańskie jako „tureckie jezioro”, przestało nim być po 1783 r., tj. po anektowaniu przez Rosję Półwyspu Krymskiego i zlikwidowaniu Chanatu Krymskiego – państwa Tatarów, nie tylko bliskiego kulturowo Turcji, ale też przez wieki od niej uzależnionego (zanim na Półwyspie pojawili się Rosjanie, chanat był sułtańskim lennem). Po aneksji Krymu w 2014 r. Rosja ponownie zaczęła prześladować krymskich Tatarów, co od samego początku wywoływało protesty Turcji. Jednak rozwój sytuacji w Syrii i rosnące zaangażowanie Rosji na Bliskim Wschodzie przyczyniły się do, zapoczątkowanego w latach 2015/2016, zbliżenia turecko-rosyjskiego, opartego na czysto pragmatycznych kalkulacjach.

Turcja potrzebuje Rosji, która stała się istotnym graczem na Bliskim Wschodzie, do rozgrywania własnych interesów (szczególnie że jest w znacznym stopniu uzależniona energetycznie od Rosji, a relacje ekonomiczne są ważne dla obu stron). Dopóki Turcji zależało, w perspektywie potencjalnego członkostwa, na relacjach z Unią Europejską, starała się balansować między różnymi partnerami. Obecnie się to zmieniło, zwłaszcza że w 2016 r., po (domniemanej) próbie przewrotu w Turcji, to Rosja wyraziła solidarność z Erdoğanem, a nie państwa zachodnie (w tym także formalni sojusznicy z NATO), niechętne władzom Turcji, w ich przekonaniu zmierzającym ku autorytaryzmowi.

Wnioski dla Ukrainy. W dłuższej perspektywie geopolityczny konflikt interesów między Rosją a Turcją (czego niejednokrotnie dowiodła historia) jest nieunikniony. Turcja potrzebuje zatem swoistej strefy buforowej – dobrych relacji z państwami basenu Morza Czarnego – aby równoważyć wpływy Rosji w tym regionie. Ukraina ze względu na położenie i potencjał mogłaby wykorzystać tę sytuację do własnych interesów, prawdopodobnie będzie to jednak bardzo trudne. Po pierwsze, na Ukrainie dostrzegalny jest brak mechanizmów i instytucji, które byłyby w stanie wypracować spójną strategię – a zadanie jest skomplikowane: trzeba balansować między presją ze strony Rosji, interesami Turcji a obserwującymi to państwami i instytucjami zachodnimi. Po drugie, trudno mierzyć się z tak doświadczonymi i pragmatycznymi graczami, jak Rosja i Turcja. Prezydent Erdoğan nie waha się blokować planów NATO, by zrealizować własne zamierzenia względem Kurdów, tym bardziej więc nie zawaha się przed wykorzystaniem do własnych celów Ukrainy.

Ukraińskie władze winny zatem ostrożnie podchodzić do deklaracji i oczekiwań Turcji. Wydaje się jednak, że jak na razie popełniają wiele błędów. Symboliczny przykład stanowi kwestia tatarska: mimo wszystkich problemów, z jakimi mierzyli się Tatarzy, żyjąc w państwie ukraińskim, po aneksji Krymu zdecydowanie opowiedzieli się za przynależnością Półwyspu do Ukrainy. Tymczasem nadająca od 2015 r. z Kijowa jedyna krymskotatarska stacja telewizyjna ATR może przestać istnieć, ponieważ władze ukraińskie wstrzymały jej finansowanie. To nie tylko porażka wizerunkowa Ukrainy, ale także przegrana z Turcją w rywalizacji o rząd dusz Tatarów.